Klimaty Łagowskie

Klimaty Łagowskie

7 września 2021


Tak było !


SULECHÓW był nietypowym miastem , bo posiadał dwie szkoły pedagogiczne.

Liceum Pedagogiczne kształcące od 1946 roku nauczycieli dla szkolnictwa podstawowego wiejskiego głównie i tak było do 1970 roku, gdy Liceum Pedagogiczne zakończyło działalność jako „zakłady kształcenia nauczycieli”.

W tym samym SULECHOWIE dla potrzeb opieki przedszkolnej funkcjonowała druga szkoła średnia – Liceum Pedagogiczne dla Wychowawców Przedszkoli , dając nowe kadry pedagogiczne…

W tym miejscu pokazujemy w języku niemieckim jak to jest z tradycją w ŻŰLLICHAU do 1945 roku – działało Królewskie Pädagogium und Waisenhaus ucząc i opiekując się dziećmi i młodzieżą z ówczesnych rodzin pruskich różnych majętności i dla dalszej drogi życiowej, którą wybierali.

Wspomniane licea pedagogiczne w SULECHOWIE korzystały z zaplecza lokalowego Pädagogium, wzorów tam ukształtowanych jako interesującego obszaru pedagogiki wychowawczej, co było widać gdy nas tam otaczano opieką.


Pädagogium und Waisenhaus


Ryszard Bryl

uczeń 1964-1969






3 sierpnia 2021


Jak zakończyła się działalność GS-u.


W dniu 09.05.2000r. odbyło się walne zebranie członków Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Łagowie. Zebranie to miało za zadanie rozpatrzenie spraw związanych z likwidacją Spółdzielni. Dalsze istnienie nie miało racji bytu, gdyż zaczęły powstawać prywatne placówki – jako konkurencja w stosunku dla Spółdzielni. Na tym walnym zebraniu podjęto uchwały:

  • Postawienie w stan likwidacji Spółdzielni z dniem 09.05.2000r.

  • Powołano likwidatora Spółdzielni, którym została Pani Maria Hopen.

Likwidator dał ogłoszenie o postawieniu Spółdzielni w stan likwidacji, które ogłoszono w Monitorze Spółdzielczym w dniu 01.06.2000r. Likwidacja trwała do 11.01.2002r. Wykreślono z ewidencji KRS 06.05.2002r.

Walne zebranie ustaliło zasady sprzedaży majątku Spółdzielni:

  • Spłata wszystkich zobowiązań ciążących na Spółdzielni,

  • Majątek wycenić przez rzeczoznawcę,

  • Sprzedaż majątku dla pracowników Spółdzielni, a co pozostanie sprzedać na wolnym rynku.

Majątek, który pozostał ogłoszono przetargi w gazetach i w ramach przetargu sprzedano chętnym nabywcom. Pozostałe środki pieniężne po spłaceniu zobowiązań zostały wypłacone członkom Spółdzielni.


Kronika Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Łagowie


Wyszukał i przekazał do realizacji:

Ryszard Bryl


„Klimaty Łagowskie” dziękują:

  1. Pani Ewie Zawiślak – kier. Biblioteki Gminnej w Łagowie za skanowanie i udostępnienie Kroniki ze zbiorów czytelników,

  2. Panu Janowi Pirogowi za aktywne wieloletnie działanie i dążenie do stworzenia zapisów Kroniki jej przechowywanie i przekazanie do zbiorów lokalnej Biblioteki,

  3. Dla Pani Natalii Miara nieżyjącej już nauczycielki Szkoły Podstawowej w Łagowie, która ułożyła pisząc Kronikę,

  4. Innym przychylnym dla Łagowa i tradycji Ziemi Łagowskiej.






19 czerwca 2021


Dzwony rodzinnych stron dzwonią cicho (Cz. II)


Wprowadzenie

Poniższy tekst jest pięknie napisanym sprawozdaniem z podróży – która nigdy się nie odbyła: grupa „podróżnych” z Niemiec, z których część jest byłymi mieszkańcami Łagowa, po kilku latach nieobecności, odwiedza to miasteczko, w którym (tak, jakby nie było skutków przegranej wojny) nadal mieszkają Niemcy.

Autor tłumaczenia ocenia ten tekst jako ciekawy przykład, jak można w niebanalny sposób powspominać byłych sąsiadów, a przy tym również uwypuklić urokliwość tego miejsca. Dzięki przyjętemu sposobowi narracji udaje się „sprawozdawcy” uzyskać wrażenie pełnej autentyczności tej podróży. A pośrednio niemiecki czytelnik uświadamia sobie, jak fajnie by było, gdyby nie durny pomysł, by wywołać światową wojnę. Interesująca lektura.

Jan Grzegorczyk


Teraz przedstawiamy dalsze prowadzanie naszej podróży w rodzinne strony, a także rozstrzygnięcie, by sporządzenie sprawozdania z niej przekazać naszemu rodakowi Gotthilf’owi Deutschmann’owi, który natychmiast odpowiada: nie, przecież nasz przyjaciel Teodor Helsuck prowadzi tę robotę naprawdę nieźle.


W każdym bądź razie, ledwo co zajęliśmy miejsca przy stole, doleciał do nas z kuchni wspaniały zapach pieczystego, a niebawem stanął przed każdym z nas talerz z rosołem, a potem pojawił się kotlet ze szparagami, a na deser było danie czekoladowe z sosem waniliowym. Smakowało nam bajecznie. Ale my też po wspaniałej wędrówce wzdłuż jeziora Łagowskiego byliśmy solidnie zgłodniali. Wiadomo, że po solidnym posiłku zawsze też smakuje dobry trunek. A więc „Teodorze, postaw coś przed nami!” Cóż innego miało się wydarzyć ?, on przyniósł nam znaną gorzałkę „von Eule”(od sowy), wytwarzaną w Sulęcinie. To był jego ulubiony napój („Ratzeputz” nie jest lepszy). Przy wesołym brzęku toastów i śpiewie czas umykał szybko. Na dzisiaj nie mieliśmy zresztą nic więcej w planie. Jedno chcemy jednak jeszcze szybko dokonać: przenieść nasz bagaż do naszej kwatery. Mateczka Heisuck wyciąga listę zakwaterowań: 8 osób w domu Heisuck’a, 10 osób do Henryka (hotel „Deutsches Haus”), 10 osób u Heini Jokisch (hotel „Schwarzer Adler”), 6 osób do „długiego Leo” („Hotel am See”), a reszta do Petrus’a, czyli do „Zameczku na górze”).


Tu przedstawiona jest reprodukcja wycinka ze starej mapy Łagowa z herbem miasta na tle jeziora Trześniowskiego)


Zakwaterowanie wszystkich nie było takie proste, opowiadała mateczka Heisuck, gdyż właśnie trwa nasilony ruch turystyczny, więc większość miejsc noclegowych jest już obłożona, ale jakoś udało się problem rozwiązać.


Tak więc zabraliśmy nasze tobołki i poszliśmy do naszych kwater. Był wspaniały czerwcowy dzień, a do tego jeszcze sobota. Po raz pierwszy chcemy tu w Łagowie zrobić dłuższą przerwę. Dalsza podróż dopiero w poniedziałek o 6-tej rano. Nasze autobusy zajechały na parking obok zamku. Pojawiło się jeszcze jedno krótkie pytanie: „o której spotykamy się jutro?”. „Jutro?” Dziś wieczorem w Sali Różowej hotelu „Deutsches Haus”- woła ktoś do nas z okna. Głośne „bajecznie” rozbrzmiało w ulicy Zamkowej. Pierwsi z nas byli już w księgarni Engler’a, by kupić sobie widokówki. Ostatecznie trzeba też wysłać do naszych znajomych pozdrowienia. Ja też tam polazłem. Dobry Otto Engler powitał mnie najserdeczniej; byliśmy przecież starymi znajomymi.


Moja kwatera była w „Deutsches Haus”(Niemiecki dom). Nieźle, pomyślałem sobie, wtedy droga z Sali Różowej do łóżka nie jest długa. Max Heinrich ucieszył się z naszego ponownego spotkania. Minęły 4 lata od czasu, kiedy opuściłem Łagów. Przy stole stałych gości w lewym narożniku siedzieli, jak przed 4-ma laty, ci starzy druhowie: Georg Arnhold, Fritz Arnhold, siodlarz Zillman, Paul Hausmann, August Günter, Wilhelm Förster, Fritz Weiß i inni.


Dzisiaj również, jak wtedy, omawiano politykę Łagowa. Nie byłem od tego, by przy stole nie wypić wspólnie jednego kieliszka koniaku i kufla „Frankfurckiego piwa akcyjnego”.


Gdy już przyniosłem swój bagaż do mego pokoju zadzwoniłem do moich rodziców w Malkendorfie (Mała Kolonia Uniejowice na Dolnym Śląsku) i zapowiedziałem się z wizytą na wieczór w niedzielę. Potem wyszedłem na taras nad jeziorem, gdzie już zastałem innych towarzyszy podróży, którzy też byli zakwaterowani u Heinrich’a. Nastał wspaniały czerwcowy wieczór. Z wieży kościoła zamkowego rozbrzmiały dzwony, oznajmiając koniec dnia pracy, a za Wzgórzem Ogrodu Zwierząt zanikało powoli wieczorne słońce.


Jak wygładzony dywan leżała sobie powierzchnia wody jeziora Łagowskiego; żaden wiaterek jej nie poruszał. Melodie walców docierały do nas z daleka z koncertu odbywającego się na tarasie hotelu „Am See” (Na jeziorze). Łódź motorowa powoli płynęła z Koberstein’u w kierunku naszego tarasu nad jeziorem. Jakaś wesoła grupa po przejażdżce wróciła na Plac Bismarck”a. Inni goście na łodziach z wiosłami zbliżali się ze wszystkich stron. Dzień się kończył.


W międzyczasie znowu wszyscy zebraliśmy się na tarasie nad jeziorem. Ja odpowiednio wcześniej zamówiłem sobie u pani Heinrich jedno ładne miejsce dla nas wszystkich na sali tanecznej.


W zasadzie nie mogło się nic wydarzyć, a mimo to panie napierały przy wejściu ku naszemu stołowi. Z przytłumionym „łaaau” wchodziliśmy do najwspanialej w czerwone kwiaty przyozdobionej sali; róże – jedna piękniejsza od drugiej – sprowadzone od ogrodnictwa Kurt’a Knappe’go oraz ogrodnictwa przyzamkowego czarowały nas z kolumn, ścian i żyrandoli w wielobarwnej piękności, a na stołach stały też pachnące bukiety róż. Zapowiadał się wspaniały wieczór. Ledwośmy usiedli – zagrała kapela Daubitz’a z Torzymia na początek walca „Róże z południa”. Humory dopisywały i w wesołym klimacie wirował w tańcu czy to stary, czy młody. W krótkim czasie sala była wypełniona do ostatniego miejsca. Przy wesołym śpiewie i miłym dźwięku stukanych kieliszków z winem zeszedł nam ten różany bal, który został nam w pamięci do dzisiaj. My byliśmy ostatnimi gośćmi, którzy opuszczali tę salę. Czyniliśmy to niechętnie, ale była już pora: 3-cia nad ranem. O 8-mej rano chcieliśmy się zebrać, by podjąć wędrówkę po tej wspaniałej miejscowości i jej pięknych okolicach. Tak więc o trzeciej rozstaliśmy się słowami „do widzenia na tarasie na jezioro hotelu Am See”.


W niedzielny poranek o 7:15 my wszyscy, którzy mieszkaliśmy w hotelu „Deutsches Haus”, siedzieliśmy już na tarasie nad jeziorem i delektowaliśmy się naszą poranną kawą. Był klarowny, słoneczny dzień i już cieszyliśmy się na dzisiejszy spacer.


Ciągle jeszcze byliśmy zachwyceni tym wspaniałym, różowym balem. Żeby też zakosztować coś z tego pięknego jeziora – wynajęliśmy dwie łodzie i kazaliśmy się zawieść nimi do naszego punktu zbiórki w hotelu „Am See”, opływając wspaniały sad Nadleśnictwa Łagów. Przypuszczaliśmy, że jesteśmy pierwszymi, którzy zaludniają to jezioro, ale myliliśmy się. Wszędzie napotykaliśmy wiosłowe lodzie z wcześnie wstałymi, którzy też chcieli rozkoszować się wspaniałą naturą. Na naszym punkcie zbiórki zostaliśmy powitani gromkim „Hallo” reszty naszych współuczestników podróży, którzy już na nas czekali. Szybko łyknęliśmy jeszcze po jednym kuflu, a potem pożegnaliśmy się z tym ponad 2 m wysokim posiadaczem tego hotelu Leonem Pinetzkim, który zresztą był laureatem wielu mistrzostw walk zapaśniczych.


Dzięki temu, że dobrze znam Łagów i jego otoczenie, więc ja przygotowałem przebieg wędrówki. Nasza droga prowadziła nas najpierw ulicą Joannitów, obok pomnika żołnierzy, stojącego przy grobli Weiden (pastwiska). Stąd widzieliśmy leżący na niewielkim wzgórzu ratusz; rzuciliśmy też okiem przez jezioro Łagowskie na drogę do Gronowa, oraz na te piękne ogrody, rozciągające się wzdłuż jeziora. Po prawej stronie jeziora Łagowskiego jeszcze raz dostrzegliśmy małe wille przy jeziornej drodze, którą wędrowaliśmy wczoraj, wracając z młyna w Gronowie. Potem droga zaprowadziła nas na ulicę Bergstraße (podgórną) w górę, na pole kowala. A tam, gdzie przed groblą Weiden Droga Jeziorna rozdziela się na ulicę Bergstraße i ulicę do Poźrzadła, napotkałem starych znajomych: leśniczego rewirowego Metz’a, dawniejszego skarbnika Schulz’a i tego starego leśniczego Schuchard’a, którzy serdecznie mnie przywitali.


Tam w górze, gdzie na „polu kowala” w roku 1927 miała miejsce wielka uroczystość z okazji 700-lecia istnienia Łagowa, zrobiliśmy krótki odpoczynek, gdyż stąd ma się wspaniały widok na jezioro Łagowskie i na majątek ziemski. Przed nami w dolinie leżało ogrodnictwo Knappe’go, które – jak już wspomniano – dostarczyło część kwiatów na wczorajszy bal róż. Potem powędrowaliśmy do drogi na Poźrzadło, a następnie do pięknego lasu bukowego, by nasze płuca napompowały się do pełna tym wspaniałym powietrzem. Mijając prastare buki, poprzez małe jary i umocnienia, dotarliśmy na drogę do Jemiołowa między posesją przedsiębiorstwa budowlanego Augusta Günther’a, a na leżącym po prawej małym wzniesieniu Moegelnisch’a. Z okna Günther’a witał nas wachmistrz Gaster, będący nadzorcą pilnującym porządku w tym okręgu. Na Wzgórzu Ogrodu Zwierząt leży przed nami piękne schronisko młodzieżowe miasta Frankfurt nad Odrą. Wspinamy się na tę górę i prosimy, by gospodarz schroniska Busch pokazał nam to schronisko. Wychowankowie tego schroniska: rocznik Wyższej Szkoły Pedagogicznej we Frankfurcie n.O. grają właśnie mecz piłki ręcznej. Spacerujemy po Wzgórzu Ogrodu Zwierząt obok pięknych sadów i kwiatowych ogrodów oraz małych domków osiedla, które zamieszkałe są nieomal wyłącznie przez pensjonariuszy.


Znowu wędrujemy przez mały wąwóz lasu bukowego i zatrzymujemy się na łagowskim Placu Strzelców, znajdującym się w obrębie Wzgórza Ogrodu Zwierząt na wspaniałym brzegu jeziora Trześniowskiego. Tutaj corocznie w Zielone Świątki organizowane były przez Bractwo Kurkowe Łagów zażarte zmagania o godność Króla Strzelcówe. Taka impreza była prawdziwym świętem dla Łagowa i całej okolicy. Robimy krótki odpoczynek, siadając na brzegu jeziora Trześniowskiego. Dwie łodzie motorowe od Koberstein’a i Jensch’a płyną z Łagowa w kierunku Młyna Bukowego. A potem, gdy już rzuciliśmy okiem przez jezioro Trześniowskie na te na drugim brzegu leżące wzgórza, oraz na te na tym wzgórzu leżące osiedle, i jak już odrobinę odpoczęliśmy we wspaniałej ciszy tutejszej natury – ruszamy w prawo wzdłuż jeziora na powrót do Łagowa. Z ukwieconej przeróżnymi kwiaty łąki panie zrywają bukiet złożony ze stokrotek, jaskrów, rzeżuchy łąkowej i z. kaczyńców. Dalej szliśmy w kierunku wzgórza zamkowego, obok urzędu leśnictwa i obok domu dentystki panny Schulz, dalej te parę małych schodków niżej i tak stanęliśmy znowu na ulicy Jopannitów. Mijamy stary mur, mijamy nowo wybudowany budynek Miejskiej i Powiatowej Kasy Oszczędnościowej Sulęcin i docieramy do Bramy Berlińskiej.


Przekroczywszy łuk bramy wchodzimy do właściwego śródmieścia. Po lewej stoją setki lat stare, szachulcowe budowle, a na placu a na placu przed nimi jest ta stara studnia, natomiast naprzeciwko zaprasza nas do zakupów dom towarowy Feodor’a Seydel’a ze swymi dużymi, łukowymi oknami wystawowymi.


W godzinach od 10:00 do 12:00 – w okresie wzmożonego ruchu turystycznego - sklepy mogą być otwarte też w niedziele. Zaraz obok leży dom handlowy i drogeria Thiermann’a. Z jego wnętrza wychodzi akurat stary znajomy: mistrz malarski Aschmonsky, z którym oczywiście się witamy. Na razie pozostawiamy na później starą warownię i kościół przyzamkowy, gdyż te godne zwiedzenia obiekty chcemy zostawić sobie na koniec, a teraz przechodzimy obok cukierni Redlich’a i starego domu parafialnego z jego dwoma dużymi lipami – poprzez Bramę Poznańską do Alei Lipowej, mijając parking, na którym stoją nasze autobusy, a który w międzyczasie wypełnił się do ostatniego miejsca. Dalej idziemy przez mostek nad kanałem do ulicy Zamkowej. Kanał ten łączy jeziora Łagowskie z Trześniowskim, a mostek ten był kiedyś mostem zwodzonym, gdy w dawnych czasach istniał wał obronny ułatwiający obronę przed napadami. Przed domem kupieckim Krappe’go, bezpośrednio przy moście witam trójkę starych ojców miasta Łagowa: kupca Paul’a Knappe’go, mistrza studniarstwa Niedel’a i właściciela mleczarni Wilhelma Boldt’a.


I już zrobiło się południe, mateczka Heisuck znowu przygotowała dla nas piękny obiad, więc robimy sobie południowy odpoczynek. Nabraliśmy też już ogromnego apetytu. Ale o 1:30 już wędrujemy dalej. Przy domu handlowym Schmelter’a oglądamy sobie wystawione towary, a w międzyczasie witam mistrza kowalstwa Tell’a oraz pocztowca Lindner’a, a potem wiedzie nas nasza droga wzdłuż ulicy Żelechowskiej pod wysoki wiadukt kolejowy (linia kolejowa Toporów – Międzyrzecz) do Majątku Rycerskiego Łagów. Tu prosimy Inspektora Majątku Krauße’go i majstra gorzelni Paelchen’a, by udzielili nam krótkiej nauki o gospodarstwie i gorzelnictwie spirytusowym. Ten Majątek jest od dawna w posiadaniu hrabiów von Pückler und Limpurg. Pierwotnie mieliśmy zamiar jeszcze przewędrować drogą do Gronowa, ale ze względu na niedostatek czasu – idziemy w kierunku dworca kolejowego, obok nowo wybudowanej katolickiej kaplicy i na krótko skręcamy na jeden popołudniowy kufel piwa do gospodarza dworcowego Petri’ego. Tutaj przypadkowo spotkałem Zastępcę Burmistrza pana Willmer’a i dyrektora Powiatowej Spółdzielni Gospodarstwa Wiejskiego Max’a Nowka i oczywiście muszę z nimi wypić jeden łyk z okazji ponownego zobaczenia się. A potem idziemy dalej ulicą Dworcową, obok warsztatu kolejowego i przez ten wspaniały lasek akacjowy (rosnący na wzniesieniu dworca kolejowego) w kierunku jeziora Trześniowskiego. Na idyllicznie położonym kąpielisku przyglądamy się chwilę wesoło zachowującym się gościom kąpieliska, a następnie udajemy się wzdłuż jeziora Trześniowskiego na powrót do ulicy Dworcowej. Przy poczcie wrzucamy do skrzynki pocztowej nasze widokówki, a na koniec chcemy jeszcze zwiedzić zamek i kościół przyzamkowy. Przed wejściem do ogrodu zamkowego napotykamy na znanego wszystkim mieszkańcom i gościom oryginału, czyli dawnego stróża Paul’a Schön’a. Kto dawniej Łagów odwiedził, ten przypomina sobie, jak on w niedziele, ubrany w kolorowy mundur ze starych słynnych czasów z hełmem ze szpikulcem (Pickelhaube) i wygiętą szablą, kierował na rynku ruchem, przez co był magnesem dla wszystkich fotoamatorów, a nawet fotografów gazetowych. A gdy on potem nagle zobaczył się na ilustrowanych stronach „Frankfurter Oderzeitung” (gazecie wydawanej we Frankfurcie n/O) mocno nawymyślał w gabinecie burmistrza Radlow”a i od tej pory zaprzestał się w ten mundur ubierać.


Na zamku witani jesteśmy przez podskarbiego Brückner’a, który najpierw wiedzie nas przez wspaniałe założenie parku przyzamkwego, następnie pokazuje nam stary kościół zamkowy, a potem prowadzi nas przez szerokie stopnie do wewnętrznego podwórza zamku. Tutaj, pełni zadumy, przechodzimy po starych pomieszczeniach, czyli przez salę rycerską, w której znajduje się jeszcze wyposażenie i broń z czasów rycerskich, a potem wchodzimy po trzeszczących schodach na wysoką wieżę zamku. Stąd mamy szeroki widok na wspaniałe miasteczko Łagów, które nie bez przyczyny nazywane jest perłą Marchii, oraz na najbliższe otoczenie. Ciągle jesteśmy zaskakiwani cudowną pięknością natury, którą Bóg tutaj tak przemyślnie wewnętrznie uporządkował, że ona jest tak powabna dla ludzkiego oka i serca. Kiedyś Łagów miał 680 mieszkańców i był tym samym najmniejszym miastem. Pomiędzy dwoma wspaniałymi jeziorami, otoczony ciemnymi lasami bukowymi, leży Łagów - ze swoją wysoką warownią pochodzącą od czasów zakonu rycerskiego Joannitów – w krainie torzymskiej niczym małe miasteczko z bajki. Z wysokiej wieży tej warowni Joannitów patrzymy daleko w tę krainę. Mury warowni z jej obydwoma bramami nadają tej prastarej, istniejącej od ponad 700 lat miejscowości znamię dumnej kiedyś twierdzy rycerskiej. Przed nami leży okolica jakby z raju. Jeszcze raz patrzymy w stronę wysokiego Poźrzadła, a po lewej widzimy wieś rolników Gronów, patrzymy hen w kierunku Żelechowa i Sieniawy, podziwiamy leżącą przed nami miejscowość Łagówek, jeszcze kierujemy wzrok na wspaniały las bukowy, który przewędrujemy jutro i odkrywamy za nami wieś Jemiołów, a jej nazwa jest ściśle związana z tą warownią.


O tym chcemy kiedyś później opowiedzieć. Po tym, jak zachłysnęliśmy się tymi wszystkimi pięknościami opuszczamy tę wieżę, a schodząc dwa stopnie głębiej rzucamy szybkie spojrzenie do więzienia/ lochu tej warowni, no a potem żegnamy się z podskarbim Brückner’em, który prowadzi tu interesy dla zamku rodziny Wurmb von Zink. Jesteśmy też już porządnie zmęczeni, rozstajemy się przy wyjściu z parku zamkowego, gdyż jutro wcześnie o 6-stej z rana ma się rozpocząć nasza dalsza wędrówka w kierunku Młyna Bukowego i jeziora Buszno. Ja osobiście przekazuję mój bagaż jednemu ze współpodróżnych, dzwonię po kierowcę Fritz’a Hannig’a, który ma mnie zawieść do moich rodziców, u których zapowiedziałem się na dzisiejszy wieczór.

Tymczasem do widzenia – aż do dalszej kontynuacji naszej podróży.


Uwaga: Tekst ten pobrany został przez Pana Ryszarda Bryl’a z OHB nr 1 i 2/2012, a następnie umieszczony na stronach 22 – 24 periodyku „KLIMATY ŁAGOWSKIE”(nr 30/2020), wydawanego prywatnie przez Pana R. Bryl’a; adres redakcji: 65-788 Zielona Góra, ul. Kręta 41A/3


Tłumaczenie i wprowadzenie

Jan Grzegorczyk, Towarzystwo Społeczno-Kulturalne

Mniejszości Niemieckiej w Zielonej Górze


W/w uwaga w języku niemieckim:

BEMERKUNG: Der Text wurde aus den Nummern 1 und 2/2012 des OHB-s durch Herrn Ryszard Bryl entnommen und auf die Seiten 22 – 24 des Periodikums „KLIMATY ŁAGOWSKIE“ (Nr. 30/2020), das privat vom Herrn R. Bryl herausgegeben wird, eingesetzt. Die Redaktion hat folgende Anschrift:

65-788 Zielona Góra, ul. Kręta 41A/ 3






4 marca 2021


Zapiski niekompletne stare i nowsze po 1945 roku (co udało się odnaleźć w Archiwum Państwowym w Zielonej Górze).

Zebrał po przeczytaniu R. Bryl.


Po zakończeniu II Wojny Światowej Łagów, do jesieni 1945 - Łasów, następnie Łagów Lubuski był także jak wiele innych polskich miejscowości obszarem, dokąd przybywali osiedlając się lub poszukiwali dalej swojego miejsca do zamieszkania ludzie z różnych stron Polski, po pobytach w obozach pracy przymusowej, wywiezieni do pracy na obszar Niemiec czasu wojny, szukający i ściągający się osiedleńczo członkowie rodzin...


Ciekawostka lokalnego osadnictwa.

Na wsi poniemieckiej Gross Kirschbaum koło Jemiołowa - (polska nazwa Wiśniówek, Trześniówek) do 1947-1949 osiedlono 230 osób, w tym ludzi pochodzących zewsząd - zdemobilizowanych z Wojska Polskiego, Łemków z Bieszczad, mieszkańców Polski wschodniej- Przebraże walczących z bandami UPA, z Polski centralnej. Niestety ten los dotknął również osiedlonych do 1949 roku we wsi Malutków /n. Malkendorf, gdzie zafunkcjonowały znormalizowane już: szkoła podstawowa, sklep, sołtys i in. Powodem była „mądrość” powiększania poniemieckiego terenu ćwiczeń wojskowych Wędrzyn / Wandern jako poligonu W. Polskiego i planowane wysiedlenia. Z uwagi na czas stalinizmu i zimnej wojny przygotowywano dalszy rozwój obszarów poligonowych po Zarzyń/ Seeren, Wielowieś/ Langenpfuhl i Sieniawę/ Schonow...


Pierwsi działacze społeczni i środowisko partyjne.

W miejscowości trochę większej od okolicznych wsi zaczął się kształtować ruch polityczny:

Pierwszym powojennym wójtem Łagowa, na prawach przedwojennych ustaw został wybrany zdemobilizowany żołnierz, osiedleniec na Ziemiach Północnych i Zachodnich. Jan Węckowicz, także mieszkał jego brat Zygmunt i rodzina, zamieszkując do ok. 1966 Łagów.

W skład członków Rady Gminy powoływanej z przedstawicieli stronnictw i partii byli:

- Ryszard Karwacki PPR,

- Włodzimierz Jurczyński PPS,

- Kazimierz Kierzkowski SL,

- Bronisław Jóźwiakowki - Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska,


Pierwszym , I sekretarzem PZPR po zjednoczeniu partii w 1948/49 został wybrany Jan Słomiński-( protokół z 28.04.1949r). Pierwszym sekretarzem KGPPR przed zjednoczeniem był Jan Chrapek. Wójtem w tym okresie był Antoni Morawski, podwójtem Antoni Woch (02.03.1950r.). Sołtysem wsi Łagów w 1949 roku jest Jarosław Kruszelnicki, a po zmianach administracyjnych i nazewnictwa, w połowie 1950 roku zlikwidowano stanowiska wójtów, burmistrzów, ustanawiając na lata tytuł - Przewodniczący GRN, PPRN, WRN.

W latach 01.09.1950-30.04.1952 Przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej był bezpartyjny, robotnik przymusowy czasów wojny,z zawodu wykonywanego studniarz, uczestnik kompanii 1939 roku w obronie Polski – Jan Czaprowicz, ustąpił ze stanowiska nie wstępując do partii. Po zjednoczeniu partii i stronnictw miał powstać i tak zakładano, lokalny, środowiskowy Dom Partii przy Ignacego Paderewskiego 1. W owym czasie odbywały się pierwsze mecze piłki nożnej na starym i jedynym przez lata od 1920 roku boisku sportowym nad j. Trześniowskim, tworzono podstawy LZS.

Jan Czaprowicz powrócił do zawodu studniarza będąc nim długie lata wraz z synem Bogdanem. Został uruchomiony jak do 1945r młyn elektryczny Blumego, gdy pracowali pierwsi młynarze Będkowski i Chęciński, potem także uruchamiając stary wiatrak w Łagówku pod miejscowe potrzeby. W 1949r umiera w Sulęcinie, pochowany w Łagowie, polski zapaśnik, mistrz podwójnego nelsona, prowadzący od 1946r., po powrocie z Niemiec hotel i restaurację Leon Pinecki. W Gronowie na zadbanej wtedy rzeczce Łagowa przez parę lat funkcjonował młyn wodny (Grũnower Mũhle) gdzie gospodarował Leonard Lacurbe, (La Curbe), którego działalność zakończono w 1974 r. - nieznane dalsze losy młynarza.

W 1953 roku przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej jest Roman Leszuk. Pierwsze lata powojenne, to powstanie gospody lokalnej na bazie poniemieckiego lokalu Gasthaus- „Deutsche Haus”, który jest w prywatnych rękach Władysława Szajkowskiego i tam głównie odbywały się przeróżne lokalne uroczystości, zabawy, wyświetlano filmy kina objazdowego (do 1948 r.). Ten lokal stał się później restauracją „Pod Basztą” z wieloletnią tradycją. Znacznie mniej przydatnym lokalem była restauracja powadzona przez rodzinę Leona Pineckiego...

W okresie pracy w GRN Łagów, sekretarzem urzędu był p. Karwacki, skupiając także czynności urzędnika stanu cywilnego. Po nim w GRN pojawił się kolejny działacz młodego pokolenia Mieczysław Dybionka. W Łagowie już od września 1946 roku ruszyła nauka w zakresie szkoły podstawowej ustalając obszar wsi i zakres zobowiązanych do realizacji obowiązku szkolnego, a w latach 1949/50 dokształcanie się dorosłych w ramach ogólnopolskiej walki z analfabetyzmem. Tworzyła się powoli miejscowa koalicja ludzi osiadłych na stałe, zaprzyjażnionych, pomagających sobie i spotykających koleżeńsko:

- Fryzjer i muzykujący – p. Władysław Zieliński,

- Niedowidzący i muzykujący p. Antoni Dobrowolski,

- Nauczycielka, jedna z pierwszych niosąca kaganek oświaty Helena Płończyńska,

- Rodzina prowadząca rzeźnictwo, masarnictwo Janina i Tadeusz Bełdzikowscy,

- Młynarze Łagowscy Włodzimierz Będkowski, Janusz Chęciński,

- Janiszewscy, Hensoltowie, Fiedukowiczowie, Kubiakowie, Łysakowscy i inni.

Ww i grupa innych aktywnych, wykształconych i sprawnych tworzyli towarzystwo muzykujące, tańczące, pamiętające co to Majówka w maju, bywali w kościele i na pochodzie 1- Maja...W ówczesnym, po 1948 roku „Skarbowcu” czyli „Bajce”I, w jej stołówce wielofunkcyjnej FWP okazjonalnie muzykowali Wł. Bedkowski, J. Czaprowicz- na akordeonie, perkusji, A. Dobrowolski- skrzypce, W. Zieliński- gitara- umilając sobie i innym czas. (bębnili Czaprowicz, Jackiewicz, Chęciński).

Stację kolejową PKP Łagów, na trasie przejazdu 3 par zestawu osobowego i towarowego, przez lata obsługiwał zawiadowca Bolesław Ciesielski mając całość spraw do obsługi - spedycja, kasa biletowa, dbałość o teren PKP...

W budynku stacji Gronów PKP mieszkał dróżnik kolejowy i obsługiwał dojeżdżając pompy wodne w Toporowie i Staropolu dla potrzeb lokomotyw. Tereny powstającego po wojnie GS-u w Łagowie, to obszar klasycznie ten sam, co do istnienia do 1945 roku, podobnie skonstruowanego, magazynowo-składnicowego przy linii kolejowej,

Do 1929 roku była to firma Fũttermittelhandel, której właścicielami byli A. Tanzberger u. Seydel, a następnie H. Willmer (Dũnge). Łagów miał trzykrotnie tworzone bazy Obsługi Transportu Leśnego (OTL) – pierwszy raz koło kina „Świteź”- baza ciągników „Ursus”, drugi raz wzniesienie przy ul. Podgórnej, także ciężki sprzęt transportowy, a po raz trzeci, baza koni zimnokrwistych na obszarze młyna Jemiołów, w obiektach gospodarczych tam istniejących. Był to ogólnopolski trend tworzenia placówek dla leśnej poprawy wywożenia urobku lasów państwowych.

Łagów filmowy i pierwszy mały Amfiteatr budowano w latach 1967-1969 w obszarze wydzielonym podzamcza, czyli parku przyzamkowego Zamku Joannitów za zgodą władz wojewódzkich Zielona Góra i powiatowej przychylności w Świebodzinie. Tak rozpoczęły się kolejne Lubuskie Lata Filmowe na przełomie stałej ustalonej daty czerwiec- lipiec od 1969 roku. Prace realizowało Państwowe Przedsiębiorstwo Remontowo- Budowlane Świebodzin. W tym samym miejscu decyzją Wojewódzkiego Zarządu Kin i w ślad za zainteresowaniem LLF przebudowano scenę w 1978 roku, i to był drugi remont Amfiteatru. Kino „Świteź” było już także po znaczącym remoncie 1968/1969.

Trzecie reformatorskie podejście znacznie unowocześniające istniejący już Amfiteatr wykonano w latach 2009-10, to najnowsza forma obiektu z zadaszoną sceną i ekranem, a zakładano także zadaszenie całości nad miejscami siedzącymi, kino Świteź przegrało swoje istnienie i uległo ostatecznej degradacji. W 2014 roku w Gazecie Lubuskiej ukazało się ogłoszenie - „kino Świteź przy ulicy B. Chrobrego 22 na sprzedaż. Obiekt z przeznaczeniem komercyjnym – powierzchnia 13,5 ara” ( i co i nic z tego nie wyszło…...)


Łagów miał swoje udane i powtarzające się tzw. buble - nieudane przedsięwzięcia lub ich autorów...

W 1978 roku rusza po ustaleniach budowa Ośrodka Wypoczynkowego Huty Katowice z przyjętym wkładem dla Łagowa w wysokości 50 mln złotych na lokalne potrzeby - nadchodzi rok 1980 i szybki schyłek zamierzeń nad Jeziorem Łagowskim ( w kierunku Gronowa). W efekcie powstał mniejszy Ośrodek Wypoczynkowy „Zacisze” niestety w stylu stagnacji i niedorozwoju. Aktualnie, właściciele stawiają na rozwój tego obszaru...

Także w 1978 roku następuje połączenie i modernizacja Domu Wypoczynkowego „Defka”, byłego obiektu hotelowego po Leonie Pineckim zmarłym w 1949 roku- sprzedaż dla Dolnośląskich Zakładów Budowy Krosien w Dzierżonowie, epizodycznie łączona FWP „Bajka I”.

W D.W. Bajka I w 1967 roku przy ul, B. Chrobrego była w działaniu dla wczasujących kuchnia i stołówka na 140 miejsc spełniając całość żywienia dla domów wczasowych Bajka II i III.

W 1966/67 kierowniczką D.W FWP była p. Maria Brzon/Borzon ???, która wypowiedziała trafną ocenę o Łagowie... mogę karmić 30 osób poza FWP, ale wszystko muszę sprawadzać -są jeziora, a nie ma ryb (zdawano złowioną rybę do gospodarstw rybackich w Międzyrzeczu i Zbąszyniu, i dopiero do sklepów, obite transportem)... warzywa kupuję poza Łagowem, zamawiam, podpisuję umowy na dostawę ( co to za kurort? dop. RB).

W podobnym roku 1967, letnią porą na POSTiW „PROMYK” czyli Ośrodku Wypoczynkowym, sezonowym wydawano dziennie przy małej ówczesnej technice 250 obiadów dziennie, a w 22.07.1967 uruchomiono jeszcze nową kawiarnię sezonową dla ówczesnych ludzi z campingów, carawaningu, namiotów i przychodzących na posiłki abonamentowe!

W gminnej rzeczywistości Łagowa pojawia się zapis wnoszący inicjatywę, aby poprzez instruktora rolnictwa (służby rolnej) prowadzić 3 specjalistyczne gospodarstwa, a od 1980 roku 10 gospodarstw produkujących warzywa i owoce na lokalną sprzedaż w turystycznym Łagowie (co znowu się nie udało? … RB).

Łagów miał pozostawione dwa dobrze działające ogrodnictwa poniemieckie i oba zepsuł całkowicie z trudem funkcjonując z uwagi na uwarunkowania wynikające z otoczenia gospodarczego i niezaradności osób zarządzających. Nadal nie funkcjonowało Ogrodnictwo Nr 1 (z 1945 r) przy ul. Podgórnej, które jak wynikało z ustaleń, że ZW ZMS jako Ośr. Szkoleniowo-Wypoczynkowy całoroczny z siedzibą przy Sulęcińskiej przejmie PGR Łagów jako placówkę o pow.3,42 ha oraz przystań wodną o pow 0,001 ha (10 arów) na dochodowe prowadzenie upraw i sprzedaż dla ludności lokalnej i Ośrodka z 5 etatami (19.04.1982). Ogrodnictwo przy zamku także upadło.

Lokalnie, w Komitecie Gminnym PZPR dyskutuje się, aby skupować nadwyżki warzyw i owoców od lokalnych, drobnych producentów w gminie wówczas ich jeszcze trochę było...

W Ośrodku Szkoleniowo-Wypoczynkowym, od 1973 ZSMP, ulokowano przedszkole. Łagów dorobił się okresowo sklepu rybnego przy ul. Zamkowej, ale z nieznanych bliżej powodów przestał on istnieć! W okolicy wsi Gronów „Lubtour” przystępuje do budowy nowej placówki o profilu całorocznej działalności jako motelu „Zajazd”. Czasy lat 80-tych, niestabilne ekonomicznie powodują sprzedaż dla instytucji z branży naftowej w Brzegu i tak prawdopodobnie pozostaje.

Kierująca Ośrodkiem Szkoleniowo-Wypoczynkowym ZSMP w Łagowie, nowa kierownik placówki w 1983r. nadal nie ma ustalonych jw. od 1979 r produkcji ogrodniczej, pracowników, zarobków-ogrodnictwo niszczeje , pozostaje w stanie schyłkowym...

Faktycznie ZSMP nie stanął na wysokości zadania- brak organizacji, brak gospodarza, brak jakichkolwiek dochodów, rozkradziono mienie, teren zarastał chwastami...

W Łagowie dobrze funkcjonuje Zakład Rolny, dawne obszary Ritter Gut kierowany jako Państwowe Przedsiębiorstwo Gospodarki Rolnej Zarządzone przez jego wieloletniego kierownika Józefa Wrzoska. W roku 1967 na terenach PPGR Łagów założono istniejący nowy O.W Camping dla pracowników rolnych i ich rodzin- obecnie czas stagnacji!?

Rok 1967 jest rokiem gdzie działa PTTK Dom Wycieczkowy w Bramie Marchijskiej o 30-tu miejscach noclegowych i spartańskich warunkach pobytu- bez wody bieżącej, ale z pobliskim dostępem do jeziora i pompy ulicznej. Działa także w połączeniu turystycznych ustaleń Ośrodek Campingowy nad Jeziorem Trześniowskim koło boiska sportowego o 34 miejscach noclegowych i innych niedogodnościach w domkach z płyty pilśniowej - łóżka piętrowe, brak kanalizacji, pompa żeliwna, kopana latryna, kopany śmietnik, mały pomost i stół do posiłków pod wiatą...

W Łagowie przebywało w sezonie letnim 982 osoby, w tym 72 turystów zagranicznych.

Posiedzeniom Gromadzkiej Rady Narodowej przewodniczył Mieczysław Dybionka, Władysław Chitruń był agronomem, a Stanisław Łoziński zootechnikiem, sekretarzem Jan Piróg, natomiast kierownikiem Zamku Franciszek Masalski, naczelnikiem Poczty Franciszek Toporek, kierownikiem PTTK Bogdan Janikowski.

- jest rok 1967 -

Przez obiekty Tysiąclatki - Szkoły Podstawowej im. Obrońców Warszawy uruchomionej w 1965 roku i na przylegających obszarach „Wzgórza Szkolnego” zabudowanego campingami, rozwijały się nauczycielskie wczasy rodzinne z całej Polski. Przez obiekty Szkoły Podstawowej , jednej z kilku nowych wtedy, w województwie zielonogórskim w 1967 przewinęło się 800 wczasujących i 40 z zagranicy, w letnim okresie campingowym. To także 42 obozy wędrowne z 1031 osobami nieletnich uczniów korzystającymi z 1-2 noclegów podczas pieszych wędrówek po Polsce, po województwie wraz ze swoimi nauczycielami, opiekunami. Tym działaniom, opiekując się turystyczną i harcerską bracią, swój czas poświęcali nauczyciele w wakacje.

Dorośli wypoczywający na tym obszarze, na Wzgórzu Szkolnym odbierali swoje dni wypoczynkowe, wakacyjne pod nazwą Nauczycielskie Wczasy Rodzinne, swoje obiekty miał ZG ZNP Warszawa, WSI Zielona Góra, UAM w Poznaniu.

W wakacje działała stołówka szkoły żywiąc i wydając 150 obiadów dziennie. Ciekawostką jest liczba policzonych turystów, meldunków pobytów czasowych, a jest to 9,253 wczasujących. Opisywany czas, to rozwój liczby połączeń PKS-em do Łagowa z Zielonej Góry, Świebodzina , a także prze Lubrzę, Mostki oraz do Sulęcina...

Łagów XXI wieku, to brak połączenia PKP, połączeń PKS, to czas własnych samochodów, to brak od 2010 roku lokalnej stacji dystrybucji paliw ! (taka moc !!! RB).

Zawsze dużym zakładem pracy dla miejscowych i z okolicznych wsi była Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska, której działalność częściowo opisujemy, a więcej będzie w odrębnym tekście. Faktem jest, że przez dziesięciolecia dla okolicznych mieszkańców lokalem rozrywkowym, konsumpcyjnym, widowiskowym była restauracja „Pod Basztą”, przy ul. T. Kościuszki. W jej podziemiach, w czasach powojennych funkcjonowała produkcja oranżady, rozlewnia piwa. Kolejne lata, to modernizacja urządzeń w 1973 i 1978, rozlewnia i uruchomienie butelkowania lokalnej wody mineralnej „Łagowianka”, stworzenie Wytwórni Wód Gazowanych i Rozlewni Piwa. /Witaszek, Kabza/.

Podobnie w Łagowie przez dziesięciolecia dużo miejsc pracy dla miejscowych było w PPGR i tartaku...


Czasy administracji i polityki:

XI 1975-I sekretarz Komitetu Gminnego PZPR Witold Bociański.

Egzekutywa: Sylwia Czeczot kier. DW Dzierżoniów,

Irena Łużyńska – Kier. GOK

Michał Didyk - vice Prezes GS-u

Adam Dobrowolski- Komendant Posterunku MO Łagów

Maj 1981-I sek. KG PZPR Witold Bociański, wybrano Zenona Grabowskiego.

W 1978 roku nowym prezesem GS SCH Łagów wybrano Jana Piróga,

Zmiany na stanowiskach kierowniczych w U Gm., PPGR Gronów, Zb. Szkole Gminnej, Ośr. Szk.-Wypocz. ZSMP.


1983- kierownictwo GSSCh:

Prezes- Jan Piróg

vice- Michał Didyk

vice- Teresa Piosik z d. Nowak

vice – Jan Klebieko,

vice- Marian Kowalik,

1983- A. Bochenek – kierownik tartaku Łagów, W Łagowskim tartaku w 1978 roku w partyjnej POP sekretarzem jest Szczepan Machliński.

Nowym Komendantem Posterunku MO jest Edward Kikuła.

1975- Biblioteka Gromadzka ma 10 Punktów Filialnych, za czasów posługi w Łagowie, bibliotekę na Plebani prowadził również ks. proboszcz Henryk Guzowski,

Czas stanu wojennego:

Problemy z płynnością zaopatrzenia kartkowego...

W marcu 1982:

Prezes GS Sch Łagów -Jan Klebieko,

Kier Ośr. PTTK- Zbigniew Ziółkowski,

Kier. Wytw. Win Gronów – Halina Stołecka,

I sekr POP w tartaku- Jan Sodel,

Komendant Posterunku MO Łagów- Zdzisław Matras- w/w urzędnicy byli na w/w funkcjach w porównaniu krótki czas... ,

W okresie j.w. do 1985r. Łagów nadal nie ma uruchomionego nowego i sprawnego wodociągu - kończą żywot pompy uliczne z wodą niezdatną do picia. Jeszcze w 1979 w 22 przypadkach, ścieki z domów kierowano bezpośrednio do jezior Łagowskich lub poprzez odstojniki- wzmożono kontrole sanitarno-wodne..

Styczeń 1983r.

Naczelnik U Gm. -Mirosław Popek

I sekr K.G PZPR- Wilhelm Dąbrowski,

-sekr ds. rolnych- Mieczysław Dybionka,

II sekr ds. ogólnych- Romuald Kuryjata,

Rok 1984

I sek. Komitetu Gminnego PZPR Romuald Kuryjata, Posterunek MO Łagów po raz pierwszy otrzymuje do służby w terenie samochód osobowoterenowy UAZ,


Etaty - zatrudnienie - PGR-y = Zakłady Rolne

1) Łagów - 40 pracowników,

2) Żelechów - 97,

3) Sieniawa - 106,

4) Toporów - 134,

5) Niedźwiedź - 51,

6) Gronów - 63,

W 1998 roku umiera nagle dr med. Irena Sinicka-Szeja Prezes jedynego aktywnego w Łagowie Towarzystwa Przyjaciół Łagowa i skończyło się jegodziałanie...poukładane i lokalne.

Zatrudnienie w GS Łagów, łącznie z obszarem zasięgającym poza gminę - 473 pracowników.

Kopalnia Węgla Brunatnego Sieniawa-376 pracowników,

Zbiorcza Szkoła Gminna Łagów- 40 pracowników,

Tartak Łagów - 50,

Rediowo - Telewizyjne Centrum Nadawacze Jemiołów-30,

Wytwórnia Win Gronów- 30,

Urząd Gminy Łagów -22,


Po II Wojnie Światowej Zamek Joannitów kilka razy jest w remoncie, służy wczasującym z całej Polski, jest też skutecznie okradany z tego co pozostało po 01.02.1945, a pozostało wówczas wiele, a teraz niewiele. Tak niewiele, że Izba Pamięci nie ma co pokazać dla przybywających w ostatnich latach…

Sama Izba Pamięci wymaga wsparcia. Placówka sezonowa nie ma wolontariusza, wsparcia Urzędu Gminy – porażająca niemoc ….


Na początku lat 60-tych XX wieku saperzy LWP zbudowali przystań wodną dla ZMS-u (potem ZSMP) istniejącą do dzisiaj.

W latach 70-tych XX wieku żołnierze LWP (saperzy) zbudowali kolejną przystań wodną na Jeziorze Łagowskim FWP, którą zlikwidowano w roku 2013, gdy obszar cypla przejął Ośrodek Wypoczynkowy „LEŚNIK” stając się właścicielem tego terenu.

Ostatnim kierownikiem FWP „Bajka I, II, III” był pan Czeczot.


Do Łagowa po 1970 roku (poluzowanie polityczne Brandt - Gomułka) przybywają w odwiedziny do swojego Heimatu/Vaterlandu po raz pierwszy mieszkańcy Lagow do 1945 r. - rodzice, dziadkowie, dzieci, w tęsknocie za wspomnieniami, pamiętający co utracili przez głupotę Hitlera, ginąc dla wielkich Niemiec. Pojawiają się pierwsze znajomości, poszukiwanie możliwości porozumienia się, poszukiwanie ukrytych skarbów rodzinnych przed wypędzeniem z tych terenów w 24.06.1945...

Najdłużej swoją posługę kapłańską wykonywali księża: Paweł Biłyk – 10 lat. Henryk Guzowski -15 lat, Norbert Nowak -28 lat…


Próbę spisania faktów z LAGOW do 1945 roku dokonał Helmut Sommer – przyjaciel ŁAGOWA.

Tak jedno, jak i drugie opracowanie jest niepełne.


Objaśnienia do użytych w tekście nazw:

GRN - Gromadzka Rada Narodowa

PGRN - Prezydium GRN,

PPRN - Prezydium Powiatowej Rady Narodowej,

PWRN - Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej,

PPGR - Państwowe Przedsiębiorstwo Gospodarki Rolnej- Zakład Rolny, PGR,

PPG Ryb. - Państwowe Przedsiębiorstwo Gospodarki Rybackiej,

KG PZPR - Komitet Gminny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej,

LZS - Ludowe Zespoły Sportowe,


Tekst opracował:

Ryszard Bryl


W Archiwum Państwowym w Gorzowie Wlkp. istnieją dokumenty pierwszych lat urzędowania pierwszego Wójta Łagowa p. Węckowicza - dokumenty pisane i drukowane na poniemieckim odwrotnie użytkowanym papierze - kartonowym, pakowym, szarym Urzędu Gminy ... (taki był siermiężny start polskości po II wojnie światowej, dopisek. RB)


Korzystano z informacji uzyskanych od mieszkańców ŁAGOWA i okolic oraz Archiwum Państwowego w Zielonej Górze.






13 grudnia 2020


NIEMIECCY NAZIŚCI ORGANIZOWALI OBOZY KONCENTRACYJNE

TAKŻE TUTAJ


Określenie „polskie obozy koncentracyjne” doprowadza nas do wściekłości. Stąd nic dziwnego, że nie tylko historycy domagają się prostowania podobnego przekłamywania. O ile piszemy wiele o Auschwitz, Gross Rosen czy Stutthofie, o tyle rzadko mówi się o obozach koncentracyjnych w naszym regionie. Czasem o ich istnieniu przypominają tablice pamiątkowe, czasem – w bardziej niż kameralnym stylu – wspominamy tzw. wielki marsz...

A tak na marginesie. Czy wiecie, że w III Rzeszy powstał w Sonnenburgu, czyli polskim Słońsku ?


Sonnenburg (Słońsk)

To był pierwszy, otwarty już w 1933 roku, hitlerowski obóz koncentracyjny. W pierwszym transporcie trafiło do Sonnenburga ponad 250 Niemców: literatów, deputowanych do Reichstagu, naukowców, którzy sprzeciwiali się faszyzmowi. To skłoniło Hitlera do wydania miesiąc wcześniej dekretu o bezpieczeństwie państwa i narodu. Na jego mocy umieszczał on swoich przeciwników najpierw w więzieniach, a gdy zaczęło brakować w nich miejsc, kazał tworzyć obozy koncentracyjne. Hitler po roku musiał zmienić obóz w więzienie, bo żądały tego inne kraje europejskie. Trafiali tu komuniści, przeciwnicy Hitlera, członkowie ruchu oporu. Z różnych krajów Europy, m.in. z Francji, Luksemburga, Belgii, Holandii, Czechosłowacji, Niemiec. W nocy z 30 na 31 stycznia 1945 roku do więzienia przyjechała grupa esesmanów w Frankfurtu nad Odrą. Wspólnie z załogą placówki na dziedzińcu zabili ponad 700 z 840 więźniów. Stało się to na kilka godzin przed wkroczeniem Armii Czerwonej.


Schwetig (Świecko)

W Świecku w latach 1940-1945 roku mieścił się hitlerowski obóz pracy Arbeitserziehungslager „Oderblick”. Był to jeden z 34 tego typu obozów, których więźniowie rozbudowywali autostradę na odcinku Frankfurt nad Odrą – Poznań ( odcinek Berlin – Frankfurt nad Odrą został zakończony w 1937 r.). Pracowali w nim m.in. Polacy, Belgowie, Bułgarzy, Holendrzy, Jugosłowianie, Francuzi, Rosjanie, Ukraińcy, Włosi i inni ( od 1942r. Także Niemcy, a od jesieni 1944r. Na masową skalę obywatele ZSRR). Niewinnej nazwy „Oderblick” (widok na Odrę) po raz pierwszy użyto w piśmie z dnia 20 grudnia 1940 r. adresowanego przez szefa gestapo z Frankfurtu nad Odrą do wszystkich landratów okręgu frankfurckiego.

Praca w obozie miała charakter wyniszczający, eksterminacyjny. Ze względu na brak instalacji sanitarnych oraz ciężkie warunki bytowe 3 listopada 1941 r. wybuchła epidemia tyfusu brzusznego i krwawej biegunki. Można przypuszczać, że w okolicach dawnego obozu znajduje się kilka masowych grobów. Od 1 czerwca 1944 r. do obozu przyjmowano również kobiety. 30 stycznia 1945 roku więźniowie ruszyli w marsz śmierci. Około 70 niezdolnych do marszu pozostało na miejscu: spłonęli w ogniu roznieconym przez administrację likwidowanego obozu.


Bratz (Brójce)

Obóz „Bratz” pod Brójcami powstał w październiku 1940 roku i był obozem, w którym umieszczano głównie Polaków, którzy byli nieposłuszni ustalonym zasadom. Pod nadzorem cywilnych Niemców pracowali przy budowie autostrady prowadzącej z Berlina do Poznania. Bratz był obozem karnym, w którym osadzano zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Osadzani tu byli również : Rosjanie, Ukraińcy, Czesi, Francuzi, Włosi, Jugosłowianie, Grecy i Holendrzy. Obóz był administrowany przez SS. Traktowanie więźniów w obozie było przerażające. W lesie niedaleko obozu ustawiona była szubienica, na której co pewien czas wisiały zwłoki obozowicza. Zdarzały się również przypadki wywożenia więźniów do obozów zagłady. Latem 1944 roku w obozie wybuchła epidemia tyfusu, która pociągnęła za sobą kilkaset ofiar.


Guben (Gubin)

Obóz był filią osławionego Gross Rosen. W gubeńskich zakładach przemysłowych i rolnictwie od jesieni 1939 roku wykorzystywano polskich jeńców wojennych. Byli oni zgromadzeni w obozie założonym na północnym krańcu miasta w pobliżu dawnego parku Keniga. Dla żydowskich kobiet i dziewcząt, które trafiły do Guben bezpośrednio z Oświęcimia, zorganizowano obóz w sąsiedztwie obozu jeńców wojennych. Przebywało w nim około 1000 robotnic przymusowych. Były one wykorzystywane do pracy w fabryce, która produkowała elementy elektryczne do budowy samolotów. Obóz został rozwiązany na początku lutego 1945 roku, a więźniów skierowano na tzw. marsz śmierci do Bergen-Belsen. Tylko niewielu z nich przeżyło.


Schertendorf (Przylep)

Od października 1944 niedaleko wsi istniał obóz KL Schertendorf, będący jedną z filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Przebywali w nim Żydzi, w większości pochodzący z Węgier, pracujący w Zielonej Górze (wówczas niem. Grunberg) przy budowie wagonów kolejowych dla firmy Beuchelt & Co. Pod koniec lutego 1945 roku obóz ewakuowano, a jego więźniowie trafili do KL Bergen-Belsen.


Grünberg i Grünberg II (Zielona Góra)

W lutym 1942 r. w Deutsche Wollenwaren Manufaktur AG w Grunbergu (Zielona Góra) zorganizowano obóz pracy dla Żydówek z okolic Sosnowca i Chrzanowa. Więźniarki, których w październiku 1942 roku było ponad 400, zostały zakwaterowane w przystosowanym do przetrzymywania więźniów budynku przy ul. Wrocławskiej 33. W 1944 r. było ich już około tysiąca. W kwietniu 1944 r. nadzór nad obozem przejął zarząd obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Od dnia przejęcia obozu przez SS pogorszyły się warunki życia i pracy kobiet, które musiały teraz pracować do 14 godzin dziennie, na dwie zmiany, Dramat uwięzionych kobiet rozpoczął się w styczniu 1945r., kiedy wspólnie z przybyłymi węgierskimi Żydówkami z obozu w Sławie (Schlesiersse I) wyruszyły w jeden z najdłuższych i najtragiczniejszych marszów śmierci II wojny światowej.


Christianstadt (Krzystkowice)

Na ściśle strzeżonym terenie zakładu produkującego amunicję znajdowały się bloki mieszkalne i kasyna, własna straż pożarna i sieć kolejowa z licznymi rampami przeładunkowymi. Według różnych szacunków zbudowano ty od 350 do 500 obiektów o różnym przeznaczeniu i charakterze, w tym 11 obozów przeznaczonych dla jeńców i pracowników przymusowych z całej Europy (w sumie 16 krajów). Istniała tu również filia obozu koncentracyjnego Gross Rosen, którego więźniowie stanowili dużą część siły roboczej fabryki. W okresie II wojny światowej pracowało tu około 25 tys. robotników przymusowych. Więźniowie i pracownicy często ginęli podczas niekontrolowanych ekspozycji w fabryce.


Neusaltz (Nowa Sól)

Nowosolska filia obozu Gross Rosen powstała już w listopadzie 1939 r. przy fabryce nici Gruschwitz, do której na przymusowe roboty kierowani byli mieszkańcy Wielkopolski. Początkowo były to tylko bardzo młode kobiety w wieku 13-24 lat. Polki zakwaterowane były na obecnym terenie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 i Przedszkola nr 9 przy ul. Wrocławskiej. Stało tam ok. 14 odgrodzonych i strzeżonych baraków. Kiedy w 1943 Neusalz został dołączony administracyjnie do KL Gross Rosen, bardzo pogorszyły się warunki. Zaczęto dokonywać selekcji więźniarek. Oznaczone literką „C” wywożono do Auschwitz...


Schlesiersee I i II (Sława, Przybyszów)

W 1944 roku wzrosło zapotrzebowanie na siłę roboczą do rozbudowy fortyfikacji. Z tego powodu w położonych między Przybyszowem a Starym Strączem folwarkach Neuvorwerk (Potrzebówko Dolne) i Banischvorwerk (Potrzebówko Górne) utworzono filie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Pierwsze więźniarki przybyły do podobozów latem 1944 roku. Początkowo wysyłano je z Gross-Rosen, następnie z Auschwitz-Brikenau i z Terezina. Więźniarki pochodziły z terenu okupowanej Polski, a także z innych zajętych przez hitlerowców krajów Europy. Ich liczba sięgała 2 tysięcy. Warunki socjalne w podobozach były fatalne. Kobiety spały w stodołach na klepisku wyścielonym słomą. Pośrodku stał mały piecyk. Jedną kołdrą przykrywały się na noc co najmniej dwie kobiety. Racja żywnościowa nie zaspokajała nawet głodu. Zupę gotowano w kotłach, które nocą służyły więźniarkom jako WC. Więźniarki kopały najprostszymi narzędziami rowy przeciwczołgowe. Po zamarznięciu ziemi praca stawała się ponad siły. Wycieńczone, brudne, zapadały na choroby zakaźne, np. tyfus. Na nic zdawały się wysiłki dwóch lekarek (więźniarek)- Holenderki i Polki, które nie dysponowały niezbędnymi lekarstwami ani warunkami do ratowania zdrowia. Zmarłe chowano w pobliżu obozów. W obliczu rozwijającej się ofensywy zimowej na froncie wschodnim, wieczorem 21 stycznia 1945 roku rozpoczęto ewakuację obydwu podobozów. Jako pierwsze pędzono zdrowe więźniarki, w dwóch ponad 900-osobowych kolumnach.


Halbau (Ilowa)

Podczas II wojny światowej (od 18 lipca 1944 roku, pierwsi więźniowie przybyli 26 lipca) w Iłowej lub najbliższej okolicy znajdował się męski podobóz obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Zlokalizowany był w pobliżu autostrady Berlin – Wrocław (obecna DK18). Więziono w nim ponad tysiąc więźniów wykorzystywanych do pracy przede wszystkim w przemyśle lotniczym. 12 lutego 1945r. Więźniów zdolnych do długiego marszu ewakuowano do KL Bergen-Belsen, gdzie przybyli 20 marca. Pozostałych więźniów uwolniono 15 lutego.


Gassen (Jasień)

Zakłady w Jasieniu były częścią żarskiego kompleksu lotniczego Focke Wulf. Obóz w Gassen został zorganizowany w odległości około kilometra na północny- wschód od miejscowości Gassen (Jasień) pod koniec września 1944 r. Więźniami byli głównie Polacy, ale także obywatele ZSRR, Francuzi, Chorwaci i Czesi. Stan obozu wynosił około 700 osób. Więźniowie pracowali przede wszystkim w fabryce Focke Wulf AG, przy produkcji części lotniczych. W lutym 1945 r. obóz został ewakuowany w ramach marszu śmierci. Chorych więźniów wywieziono do KL Buchenwald. W czasie ewakuacji zginęło co najmniej 120 więźniów.


*KL Gross Rosen

został założony latem 1940 roku. Pierwszy transport więźniów dotarł 2 sierpnia 1940 r. Do 1 maja 1941 r. obóz funkcjonował jako filia KL Sachsenhausen, następnie uzyskał status samodzielnego obozu koncentracyjnego. W latach 1941-1942 KL Gross- Rosen był niewielkim obozem pracy, którego więźniowie byli wykorzystywani przy wydobywaniu granitu z pobliskiego kamieniołomu. W 1944 roku KL Gross- Rosen stanął na czele potężnego imperium podobozów, na które składało się ponad sto placówek bardzo zróżnicowanych pod względem pełnionej funkcji. W tym okresie również Gross – Rosen było miejscem przerzutu dziesiątek tysięcy więźniów z obozów ewakuowanych na wschodzie.


Wyszukał i podał do druku:
Ryszard Bryl

Opracowanie:
Dariusz Chajewski
2-3.09.2017 (sobota/niedziela)
Gazeta Lubuska - www.gazetalubuska.pl












15 listopada 2020


Pocysterski Zespół Klasztorny w Gościkowie – Paradyżu; jeden z najcenniejszych zabytków architektonicznych i sakralnych województwa


Poniższy tekst pochodzi z pracy studentki PWSZ Sulechów 2000r. „Łagów Lubuski perła wypoczynkowa województwa i baza wypadowa do wędrówek turystycznych po okolicy” - napisana przez Annę Szmytkę.


Pocysterski Zespół Klasztorny w Gościkowie - Paradyżu, jeden z najcenniejszych zabytków architektonicznych i sakralnych województwa.

Poniższy tekst pochodzi z pracy studentki PWSZ Sulechów 2000r. „Łagów Lubuski perła wypoczynkowa województwa i baza wypadowa do wędrówek turystycznych po okolicy”, napisana przez Annę Szmytkę.

Pocysterski Zespół Klasztorny w Gościkowie Paradyżu (n. Paradies), szlak pocysterski na środkowym Nadodrzu.

Cystersi to zakon katolicki wywodzący się z benedyktynów, założony w 1099r. przez Roberta Molesme.

Europejskie Drogi Kultury - Rada Europy zdecydowała o powstaniu szlaku łączącego dawne i obecne ośrodki cysterskie - Bledzew, Zemsko, Rokitno, Stary Dworek, Obra, Paradyż.

W odległości 30 kilometrów od Łagowa na trasie A-3 pomiędzy Świebodzinem i Międzyrzeczem znajduje się jedna z pereł lubuskich zabytków - Pocysterski Zespół Klasztorny. Paradyż to dawna nazwa obecnego Gościkowa. Jest to miejsce szczególne. Monumentalne, widoczne z oddali budowle świątyni i klasztoru dobrze świadczą o cystersach, którzy przez stulecia w wielkim trudzie wznosili je i doskonalili, a także o współczesnych gospodarzach, dbających o te wspaniałe zabytki.

Pocysterski Zespół Klasztorny - zabytek, siedziba Zakonu Cystersów do roku 1796. Cystersi - zakon istniejących ponad 900 lat nazwa pochodzi od klasztoru Citeaux Eiestertium, zasady życia duchowego oparte były na regule św. Benedykta z Nursji. Ubrani w białe habity, czarne szkaplerze, opasane czarnym pasem i w czarnych piuskach. Zakonnicy tego zakonu wnieśli swój wielki wkład w rozwój kościoła, gospodarki i kultury w całej Europie. Do początku XIV wieku powstało w Polsce 250 opactwo.

Paradyż - zgodnie ze swoim zwyczajem Cystersi - nowi gospodarze Gościkowa zmienili nazwę wsi na Paradisus Sanctae Mariae - Raj Matki Bożej. Łacińska nawa została wkrótce spolszczona na Paradyż. Nazwy opactw związane z kultem Maryjnym, były bardzo charakterystyczne u cystersów. Słynęli oni ze szczególnej czci oddanej Najświętszej Marii Panny. Źródło wspólne dla przypisu I - II Album „Paradyż” - Klejnot Architektury Lubuskiej wydany w roku 2001 przez APOSTOLICUM - wyd. Księży Pallotynów Prowincji Chrystusa Króla w Ząbkach str.10.



Decyzją (dekretem) Biskupa Ordynariusza Diecezji Zielonogórsko - Gorzowskiej Tadeusza Lityńskiego Wyższe Seminarium Duchowne z Paradyża zostało z nowym, rokiem akademickim 2020 - 2021 przeniesione do Gorzowa Wielkopolskiego – gdzie pierwotnie miało swoje miejsce.



Pierwsza strona z tekstu umieszczonego
w "KŁ" Nr 30


Opracowała:
Anna Szmytka
Wyszukał i podał do druku
Ryszard Bryl








24 października 2020


Tam gdzie jeździły pociągi


W II połowie XIX wieku to była nowość, postęp, rewolucja techniczna, a pośród ludzi radość, że położono tory „drogę żelazną” po których pędziły różne pociągi, o ustalonych godzinach. To był postęp i dostęp do szerokiego świata. Przybywało torów kolejowych, tras przejazdów, połączeń z odległymi miejscowościami przewozów osobowych i towarowych.



Tak było. Lata 80-te, 90-te XX wieku, czyli 100 lat po rozwoju dróg żelaznych dało się zauważyć rozwój innej gałęzi przewozów - przewozów drogowych - szosy, autostrady ich rozwój, to przewozy samochodowe. Zmienił się punkt ciężkości, próby kolejowej stabilizacji, konteneryzacja, porty i składy różnie się układały… Aby pokazać jak było, o jakie lokalne miejscowości, wsie i miasteczka opierała się budowana linia kolejowa pokazują lokalne zdjęcia tego co było, tego co pozostało.

Redakcja „Klimatów Łagowskich” dołożyła inne, archiwalne zdjęcia, gdzie pokazano jak było - zdjęcia polskie po 1945 i niemieckie do 1945 roku na lubuskich drogach kolejowych.



W tej ostatniej publikacji powróciłem do opublikowania otrzymanych albumów studentów PWSZ Sulechów - Andrzeja Żurka i Pawła Cielesza, który przekazał dr. Mieczysław Wojecki oraz opracowania NN autora niemieckiego, kierowcy, któremu chciało się (dawniej było szpiegostwem) opracować trasę Toporów - Międzyrzecz do 2000 roku … Przekazał przyjaciel Łagowa, mieszkaniec Berlina Klaus Günter Stübbe.



Należy zaznaczyć, że w Kaławie i Łagowie stacje kolejowe uległy zniszczeniu w lutym 1945 r. i nigdy ich nie odbudowano.



Opracował:

Ryszard Bryl


^^ Do góry